czwartek, 3 lipca 2008

03.07.2008

Tup tup tup
Małe nóżki po drewnianej podłodze

Cisza
W powietrzu wiruje tylko szept…

Urywany oddech

Łza przecina gęste powietrze
Z hukiem rozbija się na małe krople

Za nią podąża drobne ciało
Zastyga skulone na zimnej podłodze
Słońce rzuca na nią żółte promienie

Ciężkie cichnące w dali kroki
Trzask zamykanych drzwi
Koniec

23.06.2008

Spakowałeś już swoje rzeczy. Jutro wyjeżdżasz. Siedzisz na kanapie. Łokcie na kolanach; dłońmi podtrzymujesz zmęczoną głowę. Przyglądam ci się ale nie podchodzę. Nie mogę. Już nie mogę. Wracam do pokoju. Siadam na parapecie. Patrzę na księżyc i gwiazdy. One wciąż takie same. Stałe, niezmienne, pewne. Łóżko pod ścianą straszy pustką. Pewnie na kanapie nie będzie ci wygodnie. Mój pokój jest dziś taki spokojny i smutny. Ukryty w półmroku zabija złe myśli o tobie. Już nie wiem czemu odchodzisz. Nie chcę pamiętać. . .
Rano obudzę się i mieszkanie będzie takie jak kiedyś. Jakby ciebie nigdy tu nie było. Będę wolna. Będę pusta. . .
I tylko krzyk rodzi się w mym sercu. Złość przeradza się w płacz. Wiem że nie powiem „zostań”. . .

07.06.2008

Jestem pełna krzyku, pełna czarnej ciszy. Nagromadzone we mnie wspomnienia blokują ciepło które mi wysyłasz. Jestem sama. Jestem chora na bycie samą. A Ty mi piszesz „My”. Więc nie ja i nie Ty. My. Jak mam odnaleźć się w tej nowej formie. Jedynej bezpiecznej formie w jakiej można żyć. We dwoje.