Spakowałeś już swoje rzeczy. Jutro wyjeżdżasz. Siedzisz na kanapie. Łokcie na kolanach; dłońmi podtrzymujesz zmęczoną głowę. Przyglądam ci się ale nie podchodzę. Nie mogę. Już nie mogę. Wracam do pokoju. Siadam na parapecie. Patrzę na księżyc i gwiazdy. One wciąż takie same. Stałe, niezmienne, pewne. Łóżko pod ścianą straszy pustką. Pewnie na kanapie nie będzie ci wygodnie. Mój pokój jest dziś taki spokojny i smutny. Ukryty w półmroku zabija złe myśli o tobie. Już nie wiem czemu odchodzisz. Nie chcę pamiętać. . .
Rano obudzę się i mieszkanie będzie takie jak kiedyś. Jakby ciebie nigdy tu nie było. Będę wolna. Będę pusta. . .
I tylko krzyk rodzi się w mym sercu. Złość przeradza się w płacz. Wiem że nie powiem „zostań”. . .
czwartek, 3 lipca 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz